Z czym żegnamy się w naszym rodzicielstwie – i dlaczego?

Iza
Iza 7 Min. ciekawej lektury

Nasz syn Oliver ma obecnie prawie 4 miesiące. Odkąd pojawił się na świecie, nie brakuje nam „złotych rad”. Żeby nie nosić, bo się przyzwyczai. Żeby nie reagować od razu na płacz, bo „manipuluje” i przecież „musi się wypłakać, by się nauczyć”. Żeby nie spać razem, bo „się rozpuści”.

I choć pewnie wiele z tych słów pada z najlepszych intencji, my czujemy, że to nie nasza droga.

Od początku wybieramy rodzicielstwo bliskości, oparte na zaufaniu, dotyku i obecności. To nowoczesne podejście do wychowania dziecka oparte na wiedzy naukowej, które odpowiada na realne potrzeby dziecka i daje przestrzeń na emocje oraz bliską relację.

Od bliskości wszystko się zaczyna

Nie jesteśmy zwolennikami teorii, w których płacz ma „uczyć”, a czułość „rozpieszczać”. Bliskość w pierwszych miesiącach życia dziecka to dla nas fundament.

Dziecko przychodzi na świat, który jest zupełnie nowy, zimny, często głośny i zaskakująco odległy od tego, co znało dotąd. Jedynym punktem odniesienia jest mama – jej głos,  zapach, bicie serca, znajome ruchy. Po narodzeniu Olisia duży nacisk kładliśmy też na to, by także tata był takim punktem odniesienia i widzimy, że nasze wspólne zaangażowanie i setki godzin konsekwentnej pracy Patryka już zaowocowały.

nowoczesne rodzicielstwo

Dlatego noszenie, kołysanie, przytulanie i uważna obecność nas obojga nie są „dodatkiem”, ale czymś zupełnie podstawowym.

Chcemy, żeby nasz syn przyzwyczaił się do świata, w którym jego potrzeby są zauważane i traktowane poważnie. Gdzie płacz nie jest postrzegany jako manipulacja, ale jako jedyna dostępna mu forma komunikacji.

Z szacunkiem – od pierwszych dni życia

Od początku rozmawiamy z Olisiem – zanim go przebierzemy, zanim go podniesiemy, zanim coś zmienimy wokół niego. Tłumaczymy, co będziemy robić. Czekamy chwilę. Obserwujemy.

Czasem odwraca wzrok, czasem się napina, czasem patrzy uważnie, a ostatnio i się uśmiechnie. I właśnie to traktujemy jak odpowiedź. To nie rytuał, to oczywista część każdej codziennej czynności, niezależnie czy jest to karmienie, przewijanie czy też wyjście na spacer.

Kluczowym jest tutaj także spokój i cisza. Dlatego np. nie włączamy przy Olisiu telewizora (i nie zamierzamy tego zmieniać – w najbliższych latach jedyne ekrany, z jakimi będzie miał styczność to te wbudowane w nasze AGD), ani radia. Słuchamy razem muzyki świadomie wybranej pod jego potrzeby i nasze wspólne rytuały (np. bardzo polecamy Enigma – Return to innocence do kąpieli).  

Czy takie podejście przedłuża każdą czynność? Tak. Jednak czas i zaangażowanie to najcenniejszy dar rodzica dla dziecka – szczególnie w pierwszych latach, które kształtują w dużej mierze jego resztę życia.

rodzicielstwo bliskości według montessori

To podejście płynie wprost z filozofii Montessori od pierwszych dni życia. Nie traktujemy go jak biernego odbiorcy opieki, ale jak podmiotową osobę – od samego początku. Z jego nastrojami, potrzebami, dniami lepszymi i gorszymi.

Czego nie przenosimy dalej – czyli wychowawcze mity

Wiele z tych wychowawczych przekonań towarzyszyło całym pokoleniom. Niosły je babcie, mamy, sąsiadki, lekarze i położne. I w wielu domach nadal mają się dobrze. Ale my nie chcemy ich powtarzać. Dlaczego?

„Nie trzymaj ciągle na rękach.”

A gdzie ma być, jeśli nie przy nas? Ramiona rodzica to jego pierwszy dom. Oliś był z nami przez dziewięć miesięcy – 24 godziny na dobę. Noszenie to nie rozpieszczanie, ale kontynuacja budowania poczucia bezpieczeństwa w kompletnie obcym mu środowisku.

„Daj mu się wypłakać.”

Płacz to język niemowlęcia. To nie forma manipulacji. To sposób, by cokolwiek zakomunikować. Jeśli nie reagujemy teraz, to kiedy pokażemy mu, że jego emocje mają znaczenie?

„Nie śpij z dzieckiem, bo nie wyjdzie z łóżka do matury.”

Być może. Ale na razie ma zaledwie kilka miesięcy. Wspólne spanie z niemowlakiem to dla nas naturalna forma bliskości – czas czułości, karmień, porannych uśmiechów. Wierzymy, że gdy będzie gotowy, sam przeniesie się do swojego pokoju na noc, gdzie czeka na niego już jego łóżko podłogowe

„Nie bujaj, bo się przyzwyczai.”
Kołysanie zna od zawsze. Zna je z brzucha. Zna rytm naszych kroków i nasze tempo. Bujamy – bo działa. Nie widzimy powodu, żeby odbierać mu coś, co go uspokaja.

„Dzieci i ryby głosu nie mają”

To zdanie brzmi jak echo innej epoki. U nas w domu dzieci mają głos – od początku. Nawet jeśli to tylko spojrzenie, skręt główki czy napięcie w ciele. Głos to nie tylko słowa. To też reakcje, gesty, milczenie. Uczymy się go słuchać. Uczymy się, że głosu nie mierzy się głośnością, ale tym, czy ktoś nas naprawdę słyszy.

Codzienność oparta na uważności i komunikacji

Nasze codzienne wybory są proste:

– bliskość zamiast dystansu
– reagowanie zamiast ignorowania
– towarzyszenie zamiast oceniania
– otwartość zamiast sztywnej konsekwencji

Mówimy do Olisia spokojnie i z uważnością. Patrzymy mu w oczy. Czytamy książeczki. Śpiewamy piosenki. Pozwalamy na wybór tam, gdzie może go mieć – choćby przy wyborze ubranka czy zabawki. Wprowadziliśmy też podstawy języka migowego, aby mógł nas lepiej zrozumieć i mamy nadzieję, niebawem i my jego.

Na uśmiech odpowiadamy uśmiechem. Na płacz – obecnością. Budujemy więź przez każdy wspólny gest.

Może jeszcze nie rozumie naszych słów, ale już teraz prowadzi z nami rozmowę – swoim językiem. I my tego języka chcemy się uczyć.

Na zakończenie

Nie mamy złudzeń – pewnie nie raz usłyszymy jeszcze „a za naszych czasów…”. Może nawet sami kiedyś to powiemy, nieświadomie. Ale dziś, teraz, chcemy dać naszemu synowi to, czego naprawdę potrzebuje: obecność. Bliskość. Zaufanie. Nie budujemy dystansu. Budujemy relację i silny fundament, na którym mamy nadzieję pomóc mu zbudować osobowość człowieka otwartego na świat.

Nie mamy recepty na idealne rodzicielstwo. Ale mamy syna, którego uczymy się każdego dnia i pomagamy mu poznawać nas i otaczający go świat. Mamy też siebie – z uważnością, czułością i gotowością do słuchania.

Udostępnij ten artykuł
Autor: Iza
Nałogowo piszę na blogach z małymi przerwami, od 2006 roku. Jak nie piszę na blogach, to piszę gdzie się da, jak na zdrowo uzależnioną przystało. Swego czasu pasjonowało mnie dziennikarstwo, dziś nie wyobrażam sobie dnia bez mediów społecznościowych i e-marketingu. Od 12 lat zawodowo zajmuję się promocją marek w Internecie. Z zamiłowania geek i social media ninja, prywatnie entuzjastka reportażu, gier komputerowych, amerykańskich seriali i dobrych filmów. P.S. Jestem w drużynie Iron Man’a.
Zostaw komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *