Praca

Wyprawka do pracy

Jak zapakować śniadanie/lunch do pracy, żeby było wygodnie, a jednocześnie estetycznie i w jaki sposób je przenieść? Sporo czasu szukaliśmy idealnego rozwiązania, które pozwoliłoby zróżnicować posiłki i jednocześnie nie przenosić ich w mało estetycznej plastikowej torebce. Sprawdźcie, jak sobie z tym poradziliśmy!

Iza: Odkąd Patryk przygotowuje mi do pracy tzw. „wyprawkę”, a więc śniadanie, drugie śniadanie oraz ewentualne przekąski, żebym nie umarła przez cały dzień z głodu, rozglądaliśmy się za najlepszym sposobem jej zapakowania. Tak, wiem, że jestem szczęściarą, że nie muszę przygotowywać śniadania sama 😉 W naszym domu to Patryk zazwyczaj gotuje – ja (przypis od Patryka: sporadycznie) piekę ciasta i od czasu do czasu, choć dość rzadko (przypis od Patryka: średnio raz na rok 😛), wykazuję się jakąś inną kulinarną inicjatywą. Szczyt moich umiejętności to może nie zrobienie naleśników, czy jajecznicy z boczkiem (gdzie jajka to dodatek do boczku), ale odkąd jesteśmy razem zdecydowanie mało czasu spędzam przy garnkach. Kuchnia to zdecydowanie królestwo Patryka, notabene całkowicie zasłużenie, biorąc pod uwagę jego kulinarne umiejętności.

Na początku Patryk pakował moje śniadanie w plastikowe torebki. To w nich przenosiłam wodę oraz wiktuały zawinięte dodatkowo w folię aluminiową. Rozwiązanie to miało jednak swoje wady. Przy przenoszeniu laptopa, torebce oraz siatce, było trudno mi się zabrać, a dodatkowo niezbyt dobrze to wyglądało. Nie oszukujmy się, foliówka z marketu ani nie służy środowisku, ani nie prezentuje się ładnie, ani nie jest specjalnie wygodna.

Patryk: Nasze poranki w ciągu tygodnia wyglądają zazwyczaj dość podobnie. Pierwszy budzik (z którego egzystencją mój umysł się już pogodził, a me ciało ignoruje) ok. 8:00, a ten właściwy (czyli jedyny jaki człowiekowi jest potrzebny, bo po co budzić się kilka razy!? :-P) 8:20. Iza idzie na autopilocie do łazienki, by rozpocząć swój rytuał szykowania do pracy, ja natomiast wybieram się do kuchni, gdzie oczekuje mnie mój własny obrządek… Zazwyczaj planuję to z przynajmniej dziennym wyprzedzeniem.

Po odwiezieniu Izy do pracy zwykle wracam do domu/home office, więc po drodze kupuję pieczywo na własne śniadanie. Wtedy też się rozglądam za czymś dla Izy na następny dzień (pieczywo staram się jej jednak kupować, odbierając ją z pracy, by było świeższe następnego dnia). Mając wszystkie składniki, przygotowuję różnego rodzaju kanapki czy przekąski. Oprócz kanapek to często jakieś pomidorki koktajlowe (które kupujemy w Makro na kilogramy), serek wiejski, parówki drobiowe (97% mięsa), czy też jogurty z „paprochami” zwanymi za Odrą müsli. Do tego jeszcze butelka Cisowianki Perlage (nasz kolejny hit z Makro) lub soku jednodniowego i można pakować.

Jeżeli to nie jest Twój pierwszy tekst na naszym blogu, to znasz mnie już chyba na tyle, by się domyślać, jak bardzo cierpiał mój zmysł estetyczny, w momencie w którym Iza wychodziła z samochodu do biurowca, w którym pracuje, z mało estetyczną foliówką. Zacząłem więc szukać jakiejś alternatywy.

Pojemniki Joseph&Joseph GoEat

Joseph&Joseph to angielska  firma, która tworzy przedmioty użytkowe łączące przemyślane działanie z naprawdę nowoczesną i często innowacyjną formą.

Seria GoEat to cztery pojemniki oraz zestaw sztućców, które nie są pierwszym naszym produktem tej marki.  Pojemniki zawierają szczelne pokrywki z sylikonu oraz kołnierz mocujący. Każdy pojemnik składa się z dwóch części – np. na jogurt oraz dodatki do jogurtu, kanapkę i owocową sałatkę. Możliwości ich wykorzystania jest wiele. Ich główną zaletą jest funkcjonalność – dzięki dwóm sposobom składania możesz po zjedzeniu śniadania zaoszczędzić miejsce, wkładając jeden pojemnik w drugi. Dodatkowo jest odrębny pojemnik na dressing do sałatki, dzięki czemu można go użyć zaraz przed jej zjedzeniem. My wolimy jednak już wymieszaną sałatkę, więc z niego ani razu nie skorzystaliśmy.

W skład naszego zestawu wchodzi:

– pojemnik 0,7 l wraz z pojemnikiem z dwoma komorami (0,5 l) – używany przez nas głównie do kanapek oraz przekąsek (podział na dwie komory sprawdza się idealnie);

– pojemniki 0,1 l oraz 0,24 l – używany przez nas głównie do jogurtu i dodatków (owoców, musli);

– pojemniki 0,6 l oraz 0,3 l – używany do zup (przypis od Izy: które Patryk robi zdecydowanie za rzadko; przypis od Patryka: których i tak byś nie jadła w pracy, bo nie jadasz tam ciepłych posiłków 😛);

– pojemniki 0,7 l i 0,4 l – na sałatki oraz warzywa, z dodatkiem pojemniczka na dressing;

– sztućce – zestaw bardzo wygodnych sztućców (nóż, widelec, łyżka) ze stali nierdzewnej, łączących się przy pomocy magnesu umieszczonego w nożu, które można przechowywać w poręcznym silikonowym etui pasującym kolorystycznie do pudełek.

Seria nadaje się do kuchenki mikrofalowej (bez pokrywki i nakładki) oraz zamrażarki i zmywarki.

Podczas zakupu pojawiła się pewna bariera, jakim był kolor. Wiodącym kolorem marki jest intensywnie zielony, którego mimo dużej sympatii do firmy staramy się unikać. Na szczęście Joseph&Joseph w wielu przypadkach oferuje inne kolory, a w tym nam znacznie bliższe estetycznie szarości. Okazało się jednak, że produktu tego nie mogliśmy zakupić, podobnie jak większość tego typu gadżetów, w naszej ulubionej Fabryce Form (nie mylić z Fabryką Formy! Nota bene, ta bez Y była pierwsza! 😛 ), gdyż jak się okazało, wyłączność na ten kolor w Polsce zarezerwowała sobie Anna Lewandowska… Kolekcja ta dostępna jest tylko i wyłącznie w jej sklepie internetowym. Co ciekawe, kooperacja tych marek (w końcu państwo Lewandowscy to są marki) nie ograniczyła się do prostej sprzedaży.

Nastąpił tutaj także daleko idący branding. Oprócz zastąpienia „josephowego” kartonika sloganem „Never give up”, na sylikonowych pokrywkach wytłoczone jest logo pani Ani zaraz obok logo Joseph&Joseph, jakby tak ten produkt wyglądał od początku. Jako że oboje jesteśmy marketingowcami musimy przyznać, że jest to naprawdę dobrze przeprowadzone działanie, dlatego też bez większych oporów zapłaciliśmy nieco ponad 10% więcej za te produkty zamiast sprowadzać je z zagranicy.

To właśnie wersję kolorystyczną „stone” oglądacie na zdjęciach.
Z punktu widzenia zarówno osoby, która pakuje, jak i tej co je (u nas są to funkcje rozłączne), to bardzo praktyczne, a zarazem ładne rozwiązanie, które pozwala na przygotowanie urozmaiconych posiłków. Jednocześnie jest przyjazne funkcjonalnie – pozwala wygodnie przenosić pojemniki również po zjedzeniu śniadania czy lunchu.