Lokale

Lokale: Nasza perspektywa

Wychodzimy z założenia, że wychodząc do „knajpy” nie idzie się jedynie, by coś zjeść czy też się napić. To, że ktoś nam przyniesie talerz bądź szklankę i postawi na stole jest tylko nieznacznym elementem usługi, jaką powinni oferować właściciele lokali gastronomicznych.

ON: Gotując na co dzień w domu (podobno nawet nie najgorzej) i posiadając dość bogato wyposażony barek oczekuję czegoś więcej.

ONA: Jedząc, czy spędzając czas poza domem, chcesz się poczuć inaczej, bardziej wyjątkowo.

Towarzystwo

To z kim idziemy zasadniczo wpływa na nasze oczekiwania odnośnie miejsca, do którego idziemy. Czego innego oczekujemy od lokalu, do którego idziemy na pierwszą randkę, czego innego idąc na business lunch z klientem. Czasem chcemy odkrywać nowe smaki, a innym razem zjeść coś na szybko przed seansem kinowym. W zależności od oczekiwań warto się zastanowić, gdzie się wybrać i czy możemy danemu miejscu zaufać.

Miejsce

Pierwszym kryterium wyboru miejsca jest jego wystrój.

ON: Osobiście preferuję miejsca eleganckie w minimalistycznym, lecz ciepłym stylu. Jednakże rekonstrukcja starej wiejskiej chaty, czy też przestrzeń, w której czas się zatrzymał w epoce PRLu bywa równie urzekająca.

ONA: Kocham wnętrza nowoczesne, minimalistyczne, z dobrze dobranymi dodatkami, ciepłym oświetleniem. Najważniejszy jest jednak dla mnie klimat miejsca, przytulny nastrój, dzięki któremu masz wrażenie, że czas się na chwilę zatrzymał. Miejsce musi mieć to „coś”, co sprawia, że chcesz do niego wracać.

ON: Ważny jest ciekawy pomysł oraz jego odpowiednia realizacja, co niestety nie zawsze idzie w parze. Oczywiście ładne wnętrze nie jest gwarantem mile spędzonego czasu – bo do tego się tak naprawdę sprowadzają nasze oczekiwania wobec lokali. Przyjazne wnętrze jest natomiast dobrą uwerturą do tego spektaklu, za który mamy zapłacić.

Menu

ON: W swoim domowym repertuarze mam ok. 50 potraw wywodzących się z różnych stron świata. Mogą być to krewetki w cieście piwnym, stek wołowy z grilla, lasagne zarówno mięsne, jak i bazujące na szpinaku, czy też schabowy z puree oraz ogórkiem kwaszonym. Dlatego patrząc na menu staram się wybierać potrawy, których w domu nie robię lub uważam, że nie umiałbym zrobić. Co jak komu smakuje jest oczywiście rzeczą bardzo subiektywną.

ONA: Praktycznie nie gotuję, więc nawet coś prostego potrafi mnie urzec. Kluczową kwestią jest to, jak potrawa wygląda i sposób jej podania (nie tylko dlatego, że mam skłonność do fotografowania talerza przed zjedzeniem). Bywam wybredna, ale jestem też w stanie zamówić z karty coś pewnego, co moglibyśmy zjeść w domu.

ON: Osobiście bardzo doceniam wyrafinowane połączenia smaków i składników. Cenię też sobie różnorodność menu, zakładając oczywiście, że dany lokal nie ma jakiejś swojej specjalizacji jak np. owoce morza. Muszę jednak przyznać, że jeżeli w sekcji przystawek pojawia się mój fetysz kulinarny jakim jest carpaccio, to resztę menu zazwyczaj przeglądam już stricte informacyjnie. Wyjątkiem są sytuacje, w których będę niebawem za kierownicą, gdyż nieodzownym dobrem komplementarnym dla carpaccio jest kieliszek czerwonego, najlepiej włoskiego, wina.

ONA: Menu nie musi być długie, im dłuższe, tym większe prawdopodobieństwo, że nic nie będzie przygotowane naprawdę dobrze. Lubię owoce morza, choć długo nie mogłam się do nich przekonać, a homar nadal budzi we mnie mieszane odczucia. Testem w restauracji włoskiej jest dla mnie spaghetti carbonara – naprawdę ciężko znaleźć miejsce, gdzie jest naprawdę dobre. Jeśli miałabym wybrać ulubioną potrawę, to byłoby to jednak sushi w tempurze, w połączeniu z kieliszkiem choyi.

Obsługa

To według nas najważniejszy element każdego lokalu. Nieważne czy jest to wykwintna restauracja, przydrożny bar, pub czy też rodzinna knajpka w małym kurorcie. Dobra obsługa jest tym aspektem wizyty, który może rozjaśnić najgorsze wnętrza oraz zniechęcić do najlepszej potrawy.

I teraz bardzo ważna teza, z którą pewnie nie każdy się zgodzi. Obsługa czyli kelner czy barman ma jedną nadrzędną funkcję – zrobić Tobie dobrze. Chcesz masło czosnkowe do swojego carpaccio, którego nie ma menu – kelner idzie do kuchni i załatwia takowe u kucharza. Muzyka jest za głośna, bo siedzisz przy głośniku – kelner to chociaż symbolicznie przycisza itp.

ON: Pokazuje się tutaj obraz klienta, oczekującego spełniania jego różnych zachcianek. To niemałe wyzwanie dla niejednego kelnera. Przyznając się do winy dodam, iż staram się przedstawiać takowe zachcianki w sposób bardziej przyjazny niż obcesowy, co może potwierdzić współautorka niniejszego tekstu oraz kilka innych osób.

ONA: Można spotkać tak naprawdę 3 rodzaje kelnerów: ten poprawny, do którego nie ma o co się przyczepić, ten wyjątkowy, który sprawi, że czujesz się jego ulubionym gościem i ten, który marzy tylko o tym, żebyś jak najszybciej zjadł i wyszedł. Niestety, granica między poprawnym, a tym ostatnim jest bardzo cienka.

ON: Byłem po drugiej stronie barykady, dlatego moje oczekiwania są wyśrubowane. Po prostu wiem, także z własnego doświadczenia, że jak się chce to naprawdę można. Jako uczestnik programu Work and Travel, pracowałem jedno lato w Stanach Zjednoczonych jako kelner. . W białej koszuli i krawacie podawałem homary ambasadorom lub właścicielom jachtów, które były zacumowane w marinie widocznej za oknem. Pierwsze tygodnie pracy to była musztra w zakresie zasad sztuki kelnerskiej. Sądzę, że mi ta sztuka swego czasu wychodziła nie najgorzej biorąc pod uwagę, że potrafiłem otrzymywać napiwki ponad 100 dolarów przy niewygórowanych rachunkach.

Perspektywa ta ma też swoje plusy dla nieszczęśników, którym przyjdzie nas obsługiwać. Doceniamy poświęcenie i profesjonalizm wysokimi, jak na polskie standardy, napiwkami. Jak jest w porządku to te ok. 10% powinno być zwyczajem. Natomiast jeżeli obsługa przyczyni się znacznie do tego, że chce się do danego lokalu wracać, napiwek sięga i 100 złotych przy rachunku ok. 350 złotych.

 

To też może Cię zainteresować