Koty

Kupujemy kota

Pojawienie się we wspólnych czterech ścianach nowego czworonożnego domownika, to wyzwanie. Zwłaszcza, gdy w domu jest już pies. Jak wybraliśmy kota, który stał się naszym towarzyszem, dlaczego zdecydowaliśmy się na kota abisyńskiego i co musieliśmy przygotować przed przyjazdem zwierzęcia? Przeczytajcie o naszych pierwszych doświadczeniach.

Punkt wyjścia

ON: Zawsze byłem raczej „a dog person” niż kociarzem. Miałem przez blisko 8 lat psa, którego dostałem „w spadku” po babci. Był to „rasowy składak” ze schroniska imieniem Dinka (alias Dinka), który błyskawicznie zaskarbiał serca wszystkich gości, będąc nad wyraz potulną „przylepą”. Bardzo dobrze jej ogólne usposobienie obrazuje ten oto filmik.


Dodam, że gdyby nie „spadek”, to sam bym nie wyszedł z inicjatywą posiadania jakiegokolwiek zwierzęcia w domu (mimo, iż jako dziecko miałem kolejno: chomiki, żółwia wodnego i lądowego oraz, o ile mnie pamięć nie myli, także i rybki). Ponadto do kotów podchodziłem z pewną rezerwą skłaniającą się nawet ku niechęci.

ONA: Zawsze chciałam mieć kota… Najlepiej rosyjskiego. Wlazł mi do głowy i tak przypominał się co jakiś czas. Kot, piękny symbol niezależności. Jako dziecko miałam kilka dachowców, ale to były zdecydowanie inne koty. Takie, które przychodzą kiedy chcą, dzielnie polują na gryzonie, od domu trzymają się raczej z daleka i czasem ewentualnie dadzą się pogłaskać. Koty czysto praktyczne. Miałam też psy, świnkę morską, a potem koszatniczkę. Jestem zdecydowanie „zwierzolubna”, często ze wzajemnością. Ale kot to było coś więcej. Zwierzę, z którym czułam zawsze jakieś większe pokrewieństwo. Jedno z takich małych marzeń.

Przygotowanie do zajęć

ON: Gdy Iza pierwszy raz poruszyła temat kota w naszym domu, w którym w dodatku rezydował pies, moje pierwsze odruchy, jak się pewnie domyślasz, nie były zbyt entuzjastyczne… Starając się jednak zachować otwarty umysł i wiedząc jak Izie na tym zależy, rozpocząłem research zgodnie z moją dociekliwą naturą i wypracowywaną przez lata pracy metodologią. Okazało się, że koty są bardzo różne. Zdawałem sobie sprawę z takiej różnorodności pod względem wizualnym, jednakże okazało się, że także charakterologicznie koty, w zależności od rasy są po prostu inne. Kluczem było zatem szukanie kota, który zachowaniem bardziej przypomina psa.

Spośród tych następnie (mając bardzo dużo doświadczenia z w/w kudłaczem) sprawdziłem, jakie koty kłaczą najmniej. Niestety w przeciwieństwie do psów, nie ma kotów z włosami zamiast sierści, tzn. takich, które nie kłaczą w ogóle (jak np. maltańczyki, którą to rasę bardzo lubię). Jednakże udało się znaleźć kilka ras, choć lista znacznie się skurczyła. Mając jednak jakiś pomysł zaczęliśmy patrzeć na to wspólnie z Izą. Oglądaliśmy filmiki na Youtube, czytaliśmy opisy i tak trafiliśmy na koty abisyńskie, które nie tylko spełniały kryteria, ale są po prostu prześliczne (naszym, jak zawsze subiektywnym zdaniem)!

Jedno z pierwszych zdjęć Azmo w nowym domu 🙂 

Jeżeli chcecie dowiedzieć się o tym, co pisze się o rasie proponujemy ją po prostu wygooglować, my z czasem na pewno opiszemy doświadczenia z naszymi kotami.

ONA: Dlaczego z hodowli, a nie ze schroniska? Nie mając wcześniej do czynienia z kotami w domu, chcieliśmy mieć jak największy wpływ na stan zdrowia oraz zachowanie zwierzęcia. Decyzja o kupnie Abisyńczyka była naprawdę trudna, wiedzieliśmy, że koty zmienią nasze życie, że może być różnie i inaczej, niż jesteśmy do tego przyzwyczajeni. Znając charakterystykę rasy oraz pochodzenie kota, łatwiej było nam podjąć decyzję. Kot nigdy nie będzie zachowywał się jak pies i doskonale zdajemy sobie z tego sprawę. Wyobraźcie sobie jednak koty, które aportują, siadają na komendę, czy reagują na „nie wolno” – takie są właśnie nasze koty (no może nad aportowaniem jeszcze pracujemy ;)). I choć proces wychowawczy jest zawsze długotrwały i trudny, zdajemy sobie sprawę, że jest nam na pewno łatwiej ze względu na ich geny.

Hodowcy

Hodowli kotów abisyńskich nie ma Polsce specjalnie dużo (znaleźliśmy z 5). Na co trzeba zwracać uwagę? Przede wszystkim terminy. Koty abisyńskie rodzą się tylko po 2-4 na miot. Zważywszy na małą ilość hodowli popyt znacznie przewyższał podaż. Ponadto, warto poszukać jakichś opinii na temat konkretnych hodowli. Teraz już wiemy, że nie bez znaczenia jest to, czy z tej hodowli wywodzą się jacyś championi. Osobiście nie mieliśmy (i nadal nie mamy) żadnych wystawowych aspiracji, ale z perspektywy czasu wiemy, że potomstwo championów jest ładniejsze i powinno być pozbawione chorób genetycznych.

Ceny w przypadku kotów abisyńskich są dość wyrównane w Polsce i wahają się między 2, a 3 tysiące złotych. Kupując naszego pierwszego kota mieliśmy to „szczęście”, że nasz kot miał pewien defekt – o ok. 2 cm krótszy ogonek (według hodowcy najprawdopodobniej mama odgryzła mu go przypadkiem przy porodzie), przez co nie nadaje się na wystawy. Dlatego otrzymaliśmy na niego 600 zł rabatu.

Jako, że hodowli jest mało, trzeba było podejść do tematu jak do zakupu używanego samochodu. Jedziesz tam gdzie jest i raczej odległość do przejechania jest na dalszym miejscu niż reszta „parametrów”. My akurat jechaliśmy z Poznania pod Warszawę.

W tej chwili mamy dwa koty i nie zanosi się na więcej. Mając już pewne (niestety niezbyt przyjemne, o czym później) doświadczenie, za drugim razem stawialiśmy warunki w postaci szeregu badań weterynaryjnych zaleconych przez naszego lekarza prowadzącego przed zakupem (wykonanych za ok. 200 zł na nasz koszt) oraz zapisów w umowie dotyczących zdrowia kota i „usunięcia ukrytych wad” na koszt hodowcy w razie choroby zastanej. To oczywiście znacznie utrudniło proces zakupu, biorąc pod uwagę, że w przypadku kotów abisyńskich jest to zdecydowanie rynek hodowcy. Używając jednak kilku taktyk negocjacyjnych udało nam się zakupić także i drugiego kota oraz dzięki zleconym badaniom wykryć niegroźną (jeżeli szybko leczoną) chorobę, o której nie wiedział pierwotny właściciel.

Jedno z pierwszych zdjęć Vali w nowym domu 🙂

Trzeba też pamiętać o tym, że koty rasowe są sprzedawane zazwyczaj po sterylizacji/kastracji. W końcu hodowcy nie będą sobie robić konkurencji. Pewnie można wynegocjować jakieś odstępstwa od tej reguły, ale cena będzie wtedy odpowiednio wyższa. Jest to dość traumatyczne przeżycie dla kotka, więc lepiej odebrać go już po tym zabiegu. Jego kosztami (ok. 150 zł)  jednak obciążani jesteśmy my.

Imię

Mimo, że ostateczny właściciel wybiera imię dla swojego kotka, hodowcy nadają im często swoje imiona. Zgodnie z zasadą, koty z rodowodem muszą mieć w nim wpisane imiona na literę zgodnie z numerem miotu, z którego pochodzą. Miot 1 – litera A, miot 2 litera B itd. My jednak nie musimy trzymać się tej zasady przy nadawaniu własnego imienia. Może ono być po prostu inne niż w rodowodzie. Warto jednak zaznaczyć, że możemy mieć wpływ na to, jakie imię widnieje w rodowodzie, o ile trzyma się ono powyższej zasady. Dlatego też nasz pierwszy kot, będąc z miotu drugiego, ma w rodowodzie wpisane „Balvenie” czyli ulubiona markę szkockiego single malt whisky, męskiej części naszego duetu. Przy drugim kocie hodowca niestety nie był skłonny na naszą sugestię, chociaż trzeba przyznać, że „Jadore”, będące nazwą perfum Diora, wcale takie złe nie jest.

Jak już jesteśmy przy imieniu to warto przedstawić i nasze kotki. On ma na imię Azmo, a ona Vala. Skąd te imiona? Oboje jesteśmy geekami. Oglądamy wszystkie filmy Marvela, lubimy Star Wars, Władcę Pierścieni i inne takie. Oboje też bardzo chętnie gramy w gry komputerowe (PC nie konsole!). Pierwszą grą, w jaką graliśmy wspólnie, był „eRPeG” Diablo 3. I stąd właśnie pochodzą imiona naszych kotów. Azmodan (w skrócie Azmo) to demon – Pan Grzechu, natomiast Vala to łowczyni demonów. Jeżeli nie znasz tematu polecamy te klipy:

Jak widzisz już same imiona świadczą o tym jak zgrany z nich duet 🙂

Pierwsze kroki

To, co trzeba nabyć przed sprowadzeniem kota do siebie, to na pewno kilka niezbędnych rzeczy:

  • Transporter – w końcu jakoś trzeba kota dostarczyć do domu. Dobrze także wcześniej uzgodnić z hodowcą, by przekazał wraz z kotkiem jakiś kocyk ze znajomymi mu zapachami, aby wstawić go do transportera.
  • Kuweta – musi mieć, gdzie załatwić swoje potrzeby fizjologiczne w nowym domu. Tutaj warto mieć na uwadze, że kot powinien mieć ten sam (a przynajmniej podobny) żwirek, który był u hodowcy. Jest to o tyle istotne, że kot w ten sposób będzie wiedział – tak, to jest kuweta. Z przyczyn estetyczno-zapachowych zalecamy także kuwety zamknięte. O modelach będziemy jeszcze pisać.
  • Karma – przez pierwszy tydzień czy dwa nie powinno się zmieniać karmy, gdyż małe kotki mają szczególnie wrażliwy układ pokarmowy. Dodając do tego bardzo prawdopodobny stres związany ze zmianą otoczenia, zmiana może tylko potęgować jakieś problemy zdrowotne w tym zakresie. Ale stopniowo można mieszać znaną zwierzęciu karmę z docelową, zwiększając jej proporcje.
  • Miski – jak mamy karmę, to trzeba mieć w czym ją podać, podobnie zresztą jak wodę. Dlatego należy też się zaopatrzyć w dwie miseczki. Ważnym jest, aby były one usytuowane możliwie z dala od kuwety, bo w końcu my też wolelibyśmy nie jadać w toalecie.

Resztę można kompletować stopniowo.

Stan zdrowia

Mimo, iż w umowie zazwyczaj powinien znaleźć się zapis, że hodowca zaświadcza, iż kupowany kot jest zdrowy, należy wybrać się do weterynarza, by dokonał oględzin kota. Przypominamy także, że dobrze jest wybrać swojego weterynarza przed przywiezieniem kotka do domu, aby on zlecił potrzebne badania dotyczące zdrowia kotka, które powinien wcześniej wykonać hodowca. Następnie przesyła nam wyniki tych badań, aby skonsultować to z naszym docelowym lekarzem. Jeżeli wszystko się zgadza, to można kupić kotka. Jeżeli nie… lepiej żądać zwrotu zaliczki, bo później się już przywiążemy i nawet jak będzie chory, to nie będziemy chcieli go oddać.

Na koniec nie pozostaje nam nic innego, jak zaprosić Cię do innych tekstów poświęconych naszym kotom oraz na ich profil na Instagramie 🙂

To też może Cię zainteresować