Elektronika

Jaki czytnik wybrać i dlaczego Kindle?

Moja przygoda z ebookami trwa już dobre kilka lat i nie wyobrażam sobie dziś lektury bez czytnika. Jakie urządzenie wybrać i dlaczego właśnie Kindle? Które funkcjonalności są dla mnie ważne, a z których zupełnie nie korzystam? I do czego tak naprawdę nam czytnik ebooków? Zapraszam do lektury! 🙂 

Prawie 3 lata temu pisałam o tym, dlaczego warto czytać ebooki. Po tych 3 latach nadal słychać głosy, że ebooki to samo zło i że nic nie zastąpi tej prawdziwej (tak, prawdziwej!) książki, którą można przeczytać, a następnie odłożyć do kurzenia się na półkę. Tak, słychać je nadal, ale już jakoś tak jakby rzadziej. Ebooki stały się, rzec można, pełnoprawnymi obywatelami książkowego świata. Nadal w mniejszości, ale radzą sobie całkiem nieźle, zwłaszcza, że osoby czytające ebooki podobno chętniej i częściej czytają tak w ogóle.

W międzyczasie do czytania ebooków przekonałam przynajmniej 3 osoby. Przekonałam je również do Kindle’a, bo choć czytników obecnie jest cała masa na rynku, stary dobry Kindle nadal ma się moim zdaniem dobrze. I piszę to, pomimo, a może zwłaszcza dlatego, że obecnie korzystam z już trzeciego czytnika Amazona. Pierwsze dwa nadal działają i są w aktywnym użytku. Rozstałam się z nimi tylko dlatego, że a. otrzymałam nowszy egzemplarz w prezencie od Patryka, b. nowszy egzemplarz mnie zwyczajnie za bardzo kusił (ach, ta dłużej trzymająca bateria i zintegrowane z czytnikiem etui).

Dlaczego wybieram Kindle’a?

Kindle to podobno 2/3 rynku (za link do badania dziękuję ŚwiatCzytnikow.pl – notabene świetny blog dla fanów ebooków i czytników). Przyznam szczerze, że nigdy, od pierwszego egzemplarza nie miałam wątpliwości, że jeśli czytnik, to właśnie ten. Przez chwilę miałam wprawdzie podejście do konkurencyjnej firmy, ale zalety Kindle’a zwyciężyły. Pomimo, a może zwłaszcza dlatego, że mam wrażenie, że korzystam z niego w bardzo podstawowym stopniu. Wykorzystuję tak naprawdę realnie kilka funkcjonalności i to mi w zupełności wystarcza. Bo do czego służy czytnik, jak nie do… czytania? 😉

Co jest dla mnie ważne?

1. Chmura.
Fakt, że ebooki, które wgrywam, mogę w łatwy sposób podzielić na kolekcje i lądują również w chmurze Amazona uspokaja mnie, że cokolwiek by się stało, moje książki są tam bezpieczne.

 2. Bezprzewodowe wgrywanie książek.
Wysyłanie na Kindle’a ebooków bez konieczności podłączania urządzenia do komputera jest genialne. Wystarczy, że autoryzujesz maila na koncie Amazona i możesz automatycznie po podłączeniu do sieci pobrać ebooka na czytnik. Ja najczęściej po zakupie e-książki wysyłam ją sobie mailem, ale część księgarni ma nawet funkcję automatycznej wysyłki. To naprawdę dobra rzecz.

3. WI-FI.
To funkcja, która w zupełności mi starcza (choć są modele z wbudowanym modemem 3G). Nie używam wbudowanej przeglądarki – działa naprawdę topornie i nie widzę zupełnie sensu korzystania z niej w dobie smartfonów. Do pobierania książek i synchronizacji z chmurą WI-Fi jest naprawdę w porządku.

4. Adnotacje.
Podkreślanie i zapisywanie fragmentów książek, możliwość robienia notatek – to funkcja bezcenna, jeśli chcę kiedyś wrócić do książki i zobaczyć, co w niej było dla mnie najbardziej istotne. Niestety, moja pamięć do książek jest tożsama do pamięci do filmów, czyli za każdym razem odkrywam je praktycznie na nowo.

5. Format MOBI.
Nie wiem, na ile jest popularny na innych czytnikach, ale dla mnie to format uniwersalny ebooków, na który dość łatwo jest też książki konwertować nawet z PDFa (choć tego na Kindle’u czyta się niezbyt przyjemnie).

6. Bezawaryjność (odpukać).
Każdy z używanych przeze mnie czytników funkcjonuje do dziś i nigdy nie musiałam skorzystać z gwarancji Amazona (chociaż podobno jest bardzo dobra, bo polega na wymianie sprzętu na nowy praktycznie od ręki).

7. Bateria.
Nawet w moim pierwszym, kilkuletnim Kindle, działa ona kilka tygodni – szczerze, najczęściej nie muszę pamiętać, żeby czytnik naładować, kiedy już z niego korzystam.

8. Możliwość regulacji wielkości fontu.
To akurat pewnie nic nowego w świecie czytników, ale gdy nie mam soczewek, albo z czytnika korzysta osoba starsza, jest to świetna funkcja.

9. Kompaktowość.
Kindle mieści się do torebki. No może nie tej imprezowej, gdzie ledwo mieści się telefon i portfel, ale z reguły spokojnie mogę czytnik ze sobą wszędzie zabrać i moje ramię nie odczuwa jego obecności. Co ciekawe, mieści się on także z powodzeniem do tylnej kieszeni spodni, gdy chcemy iść z herbatą poczytać pod kocykiem na kanapie, czy też bocznej kieszeni w płaszczu lub kurtce.

10. Książki, książki, książki.
Mam ten brzydki zwyczaj czytania kilku książek jednocześnie w zależności od nastroju, dlatego czytnik z przynajmniej kilkoma książkami pod ręką, to dosłownie błogosławieństwo.

11. Informacja o czasie czytania.
Kindle informuje, ile czasu zostało do końca książki, czy rozdziału (w zależności od ustawień czytnika). Dzięki temu wiadomo, czy warto jeszcze przycisnąć i doczytać jeden rozdział, czy może trzeba iść już po prostu spać, bo trwałoby to za długo. To, czego mi brakuje to ogólne statystyki czytania (dostępne np. w aplikacji Legimi), ale podobno nie można mieć wszystkiego…

 

Którego Kindle’a wybrać? Voyage a Paperwhite

Do tej pory korzystałam z trzech czytników Amazona. Pierwszym był premierowy Paperwhite, w którym główną nowością był podświetlany ekran.

Kolejnym, wizualnie niewiele się od niego różniący, Voyage o solidniejszej budowie i automatycznej regulacji światła ekranu z przyciskiem wyłączenia z tyłu czytnika.

A ostatni i obecny to Oasis z dwiema bateriami, gdzie jedna z nich jest umieszczona w integralnym etui.

Porównując czytniki między sobą, w Voyage w porównaniu do pierwszego Paperwhite’a widoczny jest skok jakościowy z rozdzielczością, ekran rzeczywiście jest bardziej ostry, a litery wyglądają lepiej. Na obudowie są również zarysowane lekko przyciski ciśnieniowe, służące do przełączania między stronami – tego w Paperwhite w ogóle nie było. Dzięki przyciskom można podobno czytnika używać w rękawiczkach, ale szczerze, nigdy nie korzystałam z tej funkcji. Bardzo często zmieniałam również strony zwyczajnie dotykając ekran.

 

Czy warto kupić Kindle Oasis?

Zasadnicza różnica między dwiema pierwszymi czytnikami a Oasis to na pierwszy rzut oka jego wielkość. To naprawdę lekki i mały czytnik – wprawdzie ekran pozostał taki sam, jak w poprzednich modelach, ale ramka wokół niego jest mniejsza, a sam czytnik zdaje się bardziej kwadratowy od poprzedników. Oasis bez etui waży tylko 130 gramów, w porównaniu do Paperwhite (ponad 200 g), czy Voyage (180 g), naprawdę czuć różnicę.

 

W najnowszym czytniku Amazona wróciły fizyczne klawisze do przełączania stron, lecz zniknął czujnik automatycznej regulacji światła. Tego ostatniego akurat żałuję, bo była to przydatna funkcja. W Oasis jest natomiast akcelometr, co znaczy, że zawartość ekranu zmienia położenie, w zależności od tego, w której ręce trzymamy czytnik. Dzięki temu możemy z powodzeniem przełączać strony jedną ręką.

 

Jednak, gdyby nie fakt, że znalazłam kupca na Voyage raczej nie zdecydowałabym się na Oasis. Po pierwsze, cenowo jest widoczna różnica, po drugie, nie przekonuje mnie okładka czytnika, choć to ona jest jego największym wyróżnikiem. Tak jak w poprzednich modelach, dokupowałam okładki, tak w Oasis okładka jest integralną częścią urządzenia. Czytnik bez problemu w niej leży, jest lekka w porównaniu z okładkami do Paperwhite i Voyage, ale mam wrażenie, że nie chroni czytnika przed uszkodzeniami – spory fragment tylnej obudowy jest kompletnie odsłonięty.

 

Okładka do tego dość intensywnie się brudzi, a na stronie tytułowej zamiast zwyczajowego „kindle” widnieje „amazon”. Taka to „pierdoła”, ale sporo osób mnie o to pytało.

 

Okładka ma zastosowanie praktyczne, to w niej jest umieszczona główna bateria Kindle’a, co znaczy, że bez okładki czytnik praktycznie nie ma szans dłużej funkcjonować. Podsumowując, Oasis jest lżejszy, wygodniejszy do przenoszenia, łatwy do trzymania w jednej ręce, ale Voyage w zupełności by mi starczył.

 

Niestety nie czytam codziennie, więc trudno mi oszacować, na ile starcza bateria – internety mówią, że również na kilka tygodni. Co jednak istotne, nigdy w żadnym czytniku nie zdarzyło mi się, żeby jej ni stąd ni zowąd zabrakło. Podobnie z miejscem na czytniku – kupuję ebooków więcej, niż czytam, ale miejsce nadal jest.

Czy to się opłaca?

W porównaniu z tym, co było trzy lata temu, rynek ebooków zmienił się na pewno na lepsze. Wprawdzie promocje nadal śledzę na UpolujEbooka.pl, ale książki kupuję w bardzo różnych miejscach, również pomniejszych księgarniach, które jeszcze kilka lat temu ebooków w ofercie nie miały. Nadal moje ulubione księgarnie to Publio, Woblink, Ebookpoint i Virtualo, czyli te funkcjonujące najdłużej, ale coraz ciekawszą ofertę ma np. Gandalf.

Ceny ebooków nie są niestety najczęściej bardzo konkurencyjne w porównaniu do zwykłych książek. Jednak w przypadku e-książek dość łatwo natrafić na promocje i warto czasem poczekać, aż ta upragniona książka z listy, będzie znacznie przeceniona. Wtedy rzeczywiście to się zdecydowanie może opłacać na dłuższą metę.

Odkąd mamy wymarzony przeze mnie regał na całą ścianę, posiadający 56 metrów bieżących półek przeznaczonych tylko i wyłącznie na książki, czasem waham się, w jakiej formie książkę kupić. Uwielbiam czytać na czytniku, przyzwyczaiłam się do niego na tyle, że nawet czytanie w tradycyjnej formie nie do końca mi odpowiada. Niemniej, nadal kupuję książki, które chcę „mieć” na papierze. Zwłaszcza, gdy mam je w końcu (przynajmniej na razie), gdzie trzymać. O wiele przyjemniej jednak czyta mi się na Kindle’u – w związku z tym, że jest pod ręką, zawsze udaje mi się bez problemu czytać chociaż kilka minut dziennie.

 

To też może Cię zainteresować
  • Joanna Baranowska

    Trudno mi dziś wyobrazić sobie życie bez Kindle’a 🙂 Mam dość stary model, służy mi już kilka lat, zdecydowanie wolę książki elektroniczne od papierowych. Również ze względu na to, że oszczędza się papier i łatwo kupić książkę nawet w niedzielę o północy 🙂 Pozdrawiam

  • Just Me Blog

    Też jestem zdania, że książka to jednak książka. Nie znaczy to natomiast, że neguje wartość e-booków. Muszę powiedzieć, że e-book ma jedną podstawową zaletę, której nie ma książka i totalnie, na maksa bije książkę. Mianowicie e-book można czytać po ciemku, książkę raczej ciężko 🙂

Threesome